piątek, 19 czerwca 2015
Potrzeba tożsamości, potrzeba celu
Głównym przedmiotem wykładany w szkołach, a także, później i na studiach wszystkich kierunków powinien być przedmiot prezentujący słuchaczom tę banalną ale jakże często zapominaną i niedyskutowaną prawdę - w życiu trzeba znaleźć zobie jakąś tożsamość, przez pryzmat której będzie można później nazywać świat.
cykl ten będzie poświęcony baru niezwykle istotnych dla naszej kultury postaciom, które swoim wyrazistym życiem i dziełem głośno manifestowały wartości, któe wyznają. Ponieważ były to osoby wybitne, w większości wartości te były spójne i konsekwentne - na tyle na ile osobliwa sytuacja egzystencjalna pozwalała.
W świecie rozsypanych wartości i dziurawych tożsamości bez podstawy, takie przykłądy są dla nas niezwykle ważne - nie dla tego by od razu, bezkrytycznie ich wartości przejmować, ale by utwierdzić się w czasem zapominanym przekonaniu, że spójny kanon wartości, nie jest ciężarem, a konieczności, ułątwiającą do tego życie. sytuacja różni się o tyle od tej sprzed 300 lat, że raz przyjęty kanon wcale nie musie być niezmienny, nie musimy ze wszytskich sił go się trzymać, Niestety, nasza nowoczesność jest płynną nowoczesnością, stąd jesteśmy nijako skazani na wprowadzanie zmian do naszego kanonu, albo przynajmniej poszerzanie go. Ale możemy sprawić drogą pracy intelektualnej, że możliwość poszerzania kanonu stanie się dla nas powodem do dodatkowej radości! cieszmy się więc z nowych wartości, któe przyjmujemy, urządzajmy im święta tak jak rzymianie, urządzali festyny na cześć nowoinkorporowanych bóstw do swego panteonu. Życie i świat muszą być takim językiem wypowiadane, by słuchanie nam pieśni o nich sprawiało nam przyjemność.
poniedziałek, 25 marca 2013
poniedziałek, 11 lutego 2013
piątek, 21 września 2012
poniedziałek, 28 maja 2012
Są dwa rodzaje blogów - o wszystkim, w których to specjalizują się głównie ludzie do lat 18, rzadziej starsi, a jak już im się zdąży , to piszą posty z większym wyrachowaniem i można powiedzieć: bezczelnością; i blogi tematyczne, w których autorzy dzielą się swoimi wiadomościami, bądź tym co uważają że wiedzą i że może mieć to jakąś wartość dla innych. Ten drugi rodzaj bloga łatwiej zyskuje stałych i wiernych czytelników, gdyż często związany jest z zawodem i zainteresowaniami. Pierwszy rodzaj natomiast, jest osamotniony. Uważa się bowiem, że w odpowiednim momencie życia należy przestać zajmować się głupotami i "skupić się na pracy". Wszystkie poboczne rozmyślania, zajmujące cenny czas, uważane są za marnotrawstwo. Dlatego niszę takiej tematyki przejęli nastolatkowie, którzy z racji swojego wieku mają jeszcze prawo - w oczach społeczeństwa - do zajmowania się bardziej sobą, niż konkretną profesją.
A przecież najważniejsze jest, by o życiu i świecie nie zapomnieć w ferworze pracy!
piątek, 3 lutego 2012
rodzimy się, chodzimy do szkoły, kończymy różne fakultety. Rzadko obierając sobie w życiu sensowny cel, który będziemy chcieli wypełnić. Wybór padający na bycie lekarzem lub architektem na ogół podyktowany jest przyczynami ekonomicznymi (pieniądze z czegoś zarabiać po prostu trzeba i lepiej to robić w fachu dobrze opłacanym, niż opłacanym źle).
W świecie bez religii, bez sacrum, bez transcendencji bardzo łatwo wyobrazić sobie, że tak pojęta praca - praca czysto zarobkowa, której celem jest utrzymanie człowieka (dosłownie i jedynie) przy życiu, jest najlepszym sposobem wypełnienia naszej ziemskiej egzystencji.
Dodatkowo, na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat żyjemy w systemie kulturowo-prawnym, który takie postrzeganie życia gratyfikuje! Nie wielu z nam współczesnych miało na tyle szczęścia by urodzić się z poczuciem misji do wykonania. z poczuciem celu życia. 200 lat temu jeszcze to było oczywiste. Taka a-sensowność (bez-sensowność, bez-celowość) życia to całkowite novum.
Jednak novum to nie zasługuje na samą tylko krytykę, a być może korzyści, które z niego płyną są większe niż utrudnienia. Niewątpliwymi drastycznymi skutkami ubocznymi są wielowymiarowe depresje i załamania w które popadają ludzie widząc bezsensowność a czasami nawet szkodliwość pracy którą wykonują w celach zarobkowych. Bo przecież takim uczuciem powinien zostać targnięty człowiek który robi reklamy dla wysysających z ludzi ostatnie pieniądze firm pożyczkowych. Jednak system kulturowy mówi: żadna praca nie hańbi, najważniejsze jest uczciwie pracować. A "uczciwie pracować" oznacza: zgodnie wypełniać warunki narzucone nam przez pracodawcę, od którego zależni jesteśmy i powinniśmy być mu wdzięczni".
Na górze zarysowany przykład jest przykładem skrajnym, choć w swojej istocie bardzo popularnym. tendencją ogólną natomiast jest przywiązywanie ludzi do pracy w taki sposób, ich "spełnianie się" nigdy nie było wytyczane przez samego pracownika. jak w takiej sytuacji można się "spełnić"?
Przytłaczająca większość ludzi poświęca grubo ponad połowę aktywnej części swojego dnia na realizowanie czynności, których sensu ani celu nie rozumie. Bankierzy, maklerzy, biurokracja państwowa (w dużej części, bo nie wszyscy) producenci nikomu nie potrzebnych dupereli fizycznie dostępnych (słoniki gumowe, długopisy reklamowe) i dostępnych jedynie wirtualnie (reklamowe gry flashowe/dostępne przez przeglądarkę), niemal cała branża reklamy i marketingu.
Na przestrzeni wszystkich wieków głównym celem większości ludzi było: przeżyć. Ale czy teraz w dobie wolności i dostatku ciągle jedynie taki cel powinien człowiekowi przyświecać?
W świecie bez religii, bez sacrum, bez transcendencji bardzo łatwo wyobrazić sobie, że tak pojęta praca - praca czysto zarobkowa, której celem jest utrzymanie człowieka (dosłownie i jedynie) przy życiu, jest najlepszym sposobem wypełnienia naszej ziemskiej egzystencji.
Dodatkowo, na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat żyjemy w systemie kulturowo-prawnym, który takie postrzeganie życia gratyfikuje! Nie wielu z nam współczesnych miało na tyle szczęścia by urodzić się z poczuciem misji do wykonania. z poczuciem celu życia. 200 lat temu jeszcze to było oczywiste. Taka a-sensowność (bez-sensowność, bez-celowość) życia to całkowite novum.
Jednak novum to nie zasługuje na samą tylko krytykę, a być może korzyści, które z niego płyną są większe niż utrudnienia. Niewątpliwymi drastycznymi skutkami ubocznymi są wielowymiarowe depresje i załamania w które popadają ludzie widząc bezsensowność a czasami nawet szkodliwość pracy którą wykonują w celach zarobkowych. Bo przecież takim uczuciem powinien zostać targnięty człowiek który robi reklamy dla wysysających z ludzi ostatnie pieniądze firm pożyczkowych. Jednak system kulturowy mówi: żadna praca nie hańbi, najważniejsze jest uczciwie pracować. A "uczciwie pracować" oznacza: zgodnie wypełniać warunki narzucone nam przez pracodawcę, od którego zależni jesteśmy i powinniśmy być mu wdzięczni".
Na górze zarysowany przykład jest przykładem skrajnym, choć w swojej istocie bardzo popularnym. tendencją ogólną natomiast jest przywiązywanie ludzi do pracy w taki sposób, ich "spełnianie się" nigdy nie było wytyczane przez samego pracownika. jak w takiej sytuacji można się "spełnić"?
Przytłaczająca większość ludzi poświęca grubo ponad połowę aktywnej części swojego dnia na realizowanie czynności, których sensu ani celu nie rozumie. Bankierzy, maklerzy, biurokracja państwowa (w dużej części, bo nie wszyscy) producenci nikomu nie potrzebnych dupereli fizycznie dostępnych (słoniki gumowe, długopisy reklamowe) i dostępnych jedynie wirtualnie (reklamowe gry flashowe/dostępne przez przeglądarkę), niemal cała branża reklamy i marketingu.
Na przestrzeni wszystkich wieków głównym celem większości ludzi było: przeżyć. Ale czy teraz w dobie wolności i dostatku ciągle jedynie taki cel powinien człowiekowi przyświecać?
czwartek, 26 stycznia 2012
Żal
-wróć, wróć / przyjdź przyjdź! nawołuje córka do ojca.
Mówi mu, że matka bez niego bardzo cierpi, że czeka na niego.
Piosenka powstała w 1972, trzy lata po tym jak czerwone gitary nagrały "biały krzyż".
-Bezdrożami szli, równym rytmem młodych serc, gdzieś pozostał ognisk dym,
Tylko w polu biały krzyż nie pamięta już kto pod nim śpi
szli, by walczyć o twój dom
jak wspomnień ślad, pamięć o tych, których nie ma.
i tak dalej. Bardzo lubię tą piosenkę
przypominał mi się Mickiewicz, który wysłał swój podmiot liryczny, by ten czekał na ojca we łzach i trwodze", gdy ten "nie wraca ranki i wieczory", a gdy się nie doczekał to razem z innymi dziadkami biegł "za miasto, pod słup, na wzgórek" i tam przed cudownym obrazem, dawaj! paciórki odmawiać.
i tak dalej. Bardzo lubiłem ten wiersz. Nawet w podstawówce brałem udział w jakiejś jego adaptacji scenicznej z okazji jakiejś akademii. nie pamiętam czy byłem ojcem, dziatwą czy zbójcem.
Jakie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że Marie Laforêt nie śpiewa o wojnie, tylko rozżalonym głosem córki prosi ojca, by ten zostawił swoją kochanicę, ładniejszą niż jego żona i wrócił do domu. Bo żona, nie próżnowała, też się upiększyła by ojciec był zadowolony, by nie było mu tak żal porzucać nowa kobietę (femme nouvelle).
niedziela, 15 sierpnia 2010
czwartek, 5 sierpnia 2010
To be a Good citizine is diferent category than to be a good human beeing. Tbe first one is relative to your country, the second one is about humanistic values which may be accepted all over the world.
To be a Good citizine is diferent category than to be a good human
beeing. Tbe first one is relative to your country, the second one is
about humanistic values which may be accepted all over the world.
beeing. Tbe first one is relative to your country, the second one is
about humanistic values which may be accepted all over the world.
Lukass
czwartek, 3 czerwca 2010
nie można oddzielać pracy od życia. Choć brzmi to pewnie skandalicznie, po przewartościowaniu tego stwierdzenia, a dokładniej po nadaniu mu wartości humanistycznej a nie kapitalistycznej czy finansjerskiej, staje się ono wspaniałym drogowskazem pełnego i szczęśliwego życia.
Praca bowiem, w takim rozumieniu, jest to działalność pozwalająca zbliżać się do poznani życia i świata - a przez to i siebie. Jest to działalność, która ciebie ustanawia jako człowiek, która odróżnia Cie od zwierzęcia. Nie ma nic wspólnego z wynagrodzeniem i z zarabianiem na życie. Jest życiem samym.
Kobieta rodząca dzieci i zajmująca się ich wychowaniem pracuje jako matka. Jest to, może to być jej główne zajęcie i przecież potrafi ono dawać człowiekowi masę satysfakcji! Nie jest to mój ideał sposobu rozumienia świata, ale może tylko dlatego, że nie mam z nim nic wspólnego. nigdy nawet trochę nie było mi dane poznać takiego sposobu życia.
Naukowiec, próbujący odkryć w przyrodzie jakieś prawidłowości zbliżające go do zrozumienia świata obiera inną drogę - wydaje sie że bardziej skończoną, szybciej sie kończącą niż droga rodzica. Wszystkie nauki są w dużej mierze skończone, mogą sie zacząć nudzić. Ale wtedy fizyk może dorzucić do puli swoich zainteresowań chemię, biologie, bądź wręcz filozofię! Świat cały czas stoi otworem przed ludzką ciekawością.
opieranie życia o pracę zarobkową, która daje mierne profity (na polskie warunki mierne tzn 2000 - wystarcza oszczędnie na wszystko, nawet na skromne luksusy) i nie zbliża do próby zrozumienia życiajest jego marnowaniem. Po co w takim układzie pieniądze? Oczywiście - i praca najbardziej powielająca utarte schematy może "wciągnąć". wszak o to w życiu chodzi, by się czymś zahipnotyzować, by się czymś zaćpać. I czy to będzie wódka, narkotyki czy nauka, zależy to tylko od inwencji danej jednostki.
Praca bowiem, w takim rozumieniu, jest to działalność pozwalająca zbliżać się do poznani życia i świata - a przez to i siebie. Jest to działalność, która ciebie ustanawia jako człowiek, która odróżnia Cie od zwierzęcia. Nie ma nic wspólnego z wynagrodzeniem i z zarabianiem na życie. Jest życiem samym.
Kobieta rodząca dzieci i zajmująca się ich wychowaniem pracuje jako matka. Jest to, może to być jej główne zajęcie i przecież potrafi ono dawać człowiekowi masę satysfakcji! Nie jest to mój ideał sposobu rozumienia świata, ale może tylko dlatego, że nie mam z nim nic wspólnego. nigdy nawet trochę nie było mi dane poznać takiego sposobu życia.
Naukowiec, próbujący odkryć w przyrodzie jakieś prawidłowości zbliżające go do zrozumienia świata obiera inną drogę - wydaje sie że bardziej skończoną, szybciej sie kończącą niż droga rodzica. Wszystkie nauki są w dużej mierze skończone, mogą sie zacząć nudzić. Ale wtedy fizyk może dorzucić do puli swoich zainteresowań chemię, biologie, bądź wręcz filozofię! Świat cały czas stoi otworem przed ludzką ciekawością.
opieranie życia o pracę zarobkową, która daje mierne profity (na polskie warunki mierne tzn 2000 - wystarcza oszczędnie na wszystko, nawet na skromne luksusy) i nie zbliża do próby zrozumienia życiajest jego marnowaniem. Po co w takim układzie pieniądze? Oczywiście - i praca najbardziej powielająca utarte schematy może "wciągnąć". wszak o to w życiu chodzi, by się czymś zahipnotyzować, by się czymś zaćpać. I czy to będzie wódka, narkotyki czy nauka, zależy to tylko od inwencji danej jednostki.
czwartek, 27 maja 2010
smierć kultury
trzeba podjąć wyzwanie. trzeba odwrócić się od tak rozumianych imprez kulturalnych jakie są organizowane, i jak są organizowane dzisiaj. Kultura dzisiaj to nic innego jak konsumpcjonistyczna maszynka, która niczego nowego nie produkuję, dając jedynie poczucie tym, którzy w tym procederze współuczestniczą poczucie "działania", prania udziału w czymś wielkim i dobrym - a to wszystko li-tylko na mocy Romantcznego prestiżu sztuki, który w dzisiejszych czasach się całkowicie zdewaluował. Tak więc minimalnie gorsze jest przesiadywanie całymi dniami przed Eurosportem, popijając Mocnego Fula, Volta czy Harnasia (chodź ten ostatni sie wyrobił ostatnio) a nawet można pociągać Ziomala tu bi kontiniu
poniedziałek, 24 maja 2010
konsekwentnie o śmierci
jeżeli śmierć jest integralnie i konstytuująco związana z życiem ludzkim nie tylko dlatego, a nawet nie głównie, że je każdorazowo biologicznie zakańcza, lecz dlatego ze jest wpisana w każdy moment przeżywanego życia. Jak chce Nietzsche - dlatego że życie jednostki jest nieciągłe, kończy sie w każdym momencie, w każdym momencie następuje smierć, zmartwychwstanie i paruzja. Dlatego, że nie możemy zobaczyć czasu w perspektywie szerszej niż jedna minimalna chwila, która sie dzieje właśnie teraz, dlatego, że wspomnienia, to już jest czas nam niedostępny, jest to kawałek życia, którego już nie ma, jest to zabity kawałek życia.
A mimo to przecież zostajemy w jakimś mistycznym połączeniu z tym co było. Pozostaje nam wiedza, doświadczenia, pozostają nam wspomnienia i uczucia. Nie pełne i często wyblakłe i mylne ale zostają. istneije jakiś mistyczny transmiter na którym cały ten bagaż jest przekazywany.
Czy może być to brakujące ogniwo łączące fizykę z filozofią i humanistyka? jeżeli tym transmiterem nie jest materia to tak. i będzie to racjonalny wywód wskazujący na nieśmiertelność jakiegoś pierwiastka ludzkiego. Spełni w małej części ludzkie zapotrzebowanie na pewność.
Jeżeli ludzkie bytowanie w świecie nie jest ćiągłe ani fizycznie (a nie jest) ani temporalnie (nie ma w ogóle takiego pojęcia) to przekazywana istota życia będzie mogła się obyć bez swojego nieciągłego transmitera bo jego zgniciu.
A mimo to przecież zostajemy w jakimś mistycznym połączeniu z tym co było. Pozostaje nam wiedza, doświadczenia, pozostają nam wspomnienia i uczucia. Nie pełne i często wyblakłe i mylne ale zostają. istneije jakiś mistyczny transmiter na którym cały ten bagaż jest przekazywany.
Czy może być to brakujące ogniwo łączące fizykę z filozofią i humanistyka? jeżeli tym transmiterem nie jest materia to tak. i będzie to racjonalny wywód wskazujący na nieśmiertelność jakiegoś pierwiastka ludzkiego. Spełni w małej części ludzkie zapotrzebowanie na pewność.
Jeżeli ludzkie bytowanie w świecie nie jest ćiągłe ani fizycznie (a nie jest) ani temporalnie (nie ma w ogóle takiego pojęcia) to przekazywana istota życia będzie mogła się obyć bez swojego nieciągłego transmitera bo jego zgniciu.
Dla humanisty najważniejszą (a w skrajnych przypadkach wręcz jedyną) wartością, której jest zmuszony hołdować /z racji tematyki właśnie, jaką się zajmuje/ jest szczerość i konsekwencja intelektualna. Ludzie, którzy poruszają sie w drugiej połowie świata, w świecie cyfr i nauk ścisłych nie muszą sobie samodzielnie narzucać takiego ograniczenia, gdyż nijako mają je przydzielone odgórnie. Jeżeli jednak uda im sie technicznie (czy technicystycznie)zakrzywić rzeczywistość podług własnego widzimisie to z jednej strony jest to wyraz ich geniuszu (można wtedy wysnuwać przypuszczenie, że paradygmat, który obalili po prostu był błędny), z drugiej - jest to sytuacja twórcza, sytuacja kreacjonistyczna ex definitione zarezerwowana dla humanisty (a więc łącząc w sobie te dwie dziedziny technik-i-humanista zmuszony jest do takich samych ograniczeń jakim podlega humanista czysty.
co to znaczy, że humanista zobowiązany jest do szczerości intelektualnej? Istnieje pewna wiedza o kondycji ludzkiej, która jest pewna. a dokładniej rzecz ujmując - potrafi ona wykazać dziury epistemologiczne, fragmenty wiedzy o bycie i życiu, które są nieweryfikowalne, i na których budowanie założeń jest bezpodstawne. Prawdę ową wskazuje nam Pascal, Nietzsche, Heidegger. Z prawdy owej można wyciągnąć parę bardzo życiowych wniosków, które pozwolą nam odsunąć do podręczników historii filozofii pomysły skrajnych relatywistów ostatnich dziesięcioleci. Prawda owa pozwoli na uratowanie człowieczeństwa i humanizmu z z paszczy postmodernistycznego potwora, który wraz z połknięciem idei sensu połyka grunt na którym stoi, i który go wykarmia.
co to znaczy, że humanista zobowiązany jest do szczerości intelektualnej? Istnieje pewna wiedza o kondycji ludzkiej, która jest pewna. a dokładniej rzecz ujmując - potrafi ona wykazać dziury epistemologiczne, fragmenty wiedzy o bycie i życiu, które są nieweryfikowalne, i na których budowanie założeń jest bezpodstawne. Prawdę ową wskazuje nam Pascal, Nietzsche, Heidegger. Z prawdy owej można wyciągnąć parę bardzo życiowych wniosków, które pozwolą nam odsunąć do podręczników historii filozofii pomysły skrajnych relatywistów ostatnich dziesięcioleci. Prawda owa pozwoli na uratowanie człowieczeństwa i humanizmu z z paszczy postmodernistycznego potwora, który wraz z połknięciem idei sensu połyka grunt na którym stoi, i który go wykarmia.
niedziela, 9 maja 2010
poezja, literatura, socjologia, filozofia, nawet historia i niezwykła mnogość innych dyscyplin nazywanych humanistycznymi ucząc człowieka o życiu, mówiąc o ludzkich popędach potrzebach i dążeniach, nie wskazują mu zupełnie drogi jak w tym świecie - w tym który nas otacza - żyć. Czy w ten sposób nie wystawiają same wobec siebie okrutnego świadectwa udowadniającego zamazywanie prawdy? Rzeczywistość się zmienia i nawet jeżeli podstawowe wartości wewnątrzludkie nie, to są one w tej innej rzeczywistości inaczej już reprezentowane, na innej ziemi inne owoce winorośl wydała. Trzeba brać to pod uwagę.
Czy więc nie na miejscu byłby postulat powołania do życia Nowej Humanistyki. Albo przynajmniej zacząć działanie w myśl ideom, które miały by na celu sprostać wymogom zmienionej rzeczywistości?!
Czy więc nie na miejscu byłby postulat powołania do życia Nowej Humanistyki. Albo przynajmniej zacząć działanie w myśl ideom, które miały by na celu sprostać wymogom zmienionej rzeczywistości?!
niedziela, 25 kwietnia 2010
Człowiek a Obywatel
sama próba rozróżneinia jakosciowego tych dwu pojęć wydaje się pomysłem chybionym. Nie mniej zrobię to, bo jestem (po lekturze Tocquevillea i Thoreaua) bardzo mocno przekonany o tej różnicy: nie można być jednocześnie i dobrym obywatelem i człowiekiem. dobry obywatel, to ktoś, kto służy swojemu krajowi, swoim współobywatelom, realizując wcześniej przez tradycję bądź administrację wyznaczone potrzeby. mówi sie wtedy o nim że "uczciwie pracuje" czasami że jest "dobrym urzędnikiem" czy właśnie "dobrym człowiekiem". Cóż za pomylenie terminów! Człwoiekiem można być tylko w tedy gdy będzie się chciało poznać siebie,świat w którym sie żyje, okolice, myśli dzieła. Nie trzeba tego robić w formie protestu czy buntu, nie. Można być jednocześnie urzędnikiem - jednak to nie praca czy jej "uczciwość tworzy człowieka. Staje sie on dopiero w momencie, gdy zapragnie wykorzystać te cech, które odróżniają go - jak pisze Thoreau - od kupki śmieci czy konia. Ja na razie nie będę tak drastyczny w punkcie dojścia jak Thoreau - wystarczy mi apel o namysł nad możliwościami, które daje nam bycie człowiekiem. nie marnujmy ich. a leszcze byćie człwoiekiem w Europie!
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
W istocie bycie profesorem, naukowcem, intelektualistą z prawdziwego zdarzenia nie jest niczym nadzwyczajnym. przy splocie sprzyjających okoliczności zostaje się człowiekiem posiadającym pewien konkretny, potrzebny, wykorzystywany zasób wiedzy, a okoliczności pozwalają wiedzę tą rozpowszechniać, czy dzielić się nią z innymi, będąc tym samym dla nich przydatnym. nierzadko wiedza taka, umiejętności, są wtedy wcale nie źle opłacane. nierzadko też, możliwość rozpowszechniania tej wiedzy daje takiemu naukowcowi okazję to podróży po świecie, po półświatkach akademickich i innych. i oby tych "innych" było jak najwięcej.
gdy jednak było się pozbawionych sprzyjających okoliczności, pozostaje się z pewną konkretna wiedzą, która traktowana jest jednak przez samego posiadającego jako wiedza rzemieślnicza. jako pewien fach, pewna profesja, którą sie posiadło i dzięki której możliwe jest życie na wyższym poziomie niż przeciętne. Jednak taki naukowiec sam nie będzie potrafił przetransponować swojej wiedzy w medium pozwalające mu poznawać coraz szerzej świat a przez to co raz bardziej go rozumieć. jest to tragedia intelektualistów bez powołania, bez misji i ambicji, których niestety coraz więcej.
czytanie trzech książek tygodniowo nie jest wysoko postawioną poprzeczką. nie jest osiągnięciem. od któregoś przeczytanego wolumenu wiedza w nich zastana zaczyna sie powtarzać co dział jak przypadkowe repetytoria, pozwalające utrwalać fakty i tworzyć ciągi wynikowe. Naprawde, mechaniczne zdobywanie wiedzy nie jest wyzwaniem na miarę XXI wieku. Wyzwaniem jest zdobywać ją w sposób wynoszący i doceniający nasze człowieczeństwo. W tym momencie za sposób życia oddający hołd człowieczeństwu uznaję samą próbę zrozumienia świata i człowieka. Nie jest to oczywiście jedyny sposób, a w ramach próby jego realizacji możliwych jest wiele dróg. Jednak bez poznawania świata i empirycznego poznawania ludzi, odpowiedź na pytanie o człowieka jest chyba nie możliwa.
I naprawdę, o wiele trudniej jest podjąć wyzwanie "poznawania świata" niż stać sie profesorem. Tym bardziej, że sama chęć poznania świata wypływa naogół ze świadomości jego wielkiej różnorodności - obranie drogi "naukowca" często wynika z bezmyslnego dryfowania.
---------------
W tym miejscu dotykamy niezwykle ważkiego problemu, który tylko zaznaczę: jakości polskiej kadry naukowej. w większości niestety, są to ludzie, którzy mają tą pracę, bo nie mają innej. równie dobrze mogli by uprawiać kowalstwo artystyczne. Nie zakładam z góry, że to źle. nie zakładam z góry że praca intelektualna powinna cieszyć sie większym prestiżem niż inne zajęcia, choć ciągle wierzę że idee zmieniają rzeczywistość bardzo często w szerokim wymiarze, a kształt bramy jeszcze takiego zasięgu oddziaływania nie ma. dlatego z pewnością należy przemyśleć rolę intelektualistów w naszym życiu, a później ich jakość i CO NAJMNIEJ mieć nasze profesorstwo na bacznej uwadze.
gdy jednak było się pozbawionych sprzyjających okoliczności, pozostaje się z pewną konkretna wiedzą, która traktowana jest jednak przez samego posiadającego jako wiedza rzemieślnicza. jako pewien fach, pewna profesja, którą sie posiadło i dzięki której możliwe jest życie na wyższym poziomie niż przeciętne. Jednak taki naukowiec sam nie będzie potrafił przetransponować swojej wiedzy w medium pozwalające mu poznawać coraz szerzej świat a przez to co raz bardziej go rozumieć. jest to tragedia intelektualistów bez powołania, bez misji i ambicji, których niestety coraz więcej.
czytanie trzech książek tygodniowo nie jest wysoko postawioną poprzeczką. nie jest osiągnięciem. od któregoś przeczytanego wolumenu wiedza w nich zastana zaczyna sie powtarzać co dział jak przypadkowe repetytoria, pozwalające utrwalać fakty i tworzyć ciągi wynikowe. Naprawde, mechaniczne zdobywanie wiedzy nie jest wyzwaniem na miarę XXI wieku. Wyzwaniem jest zdobywać ją w sposób wynoszący i doceniający nasze człowieczeństwo. W tym momencie za sposób życia oddający hołd człowieczeństwu uznaję samą próbę zrozumienia świata i człowieka. Nie jest to oczywiście jedyny sposób, a w ramach próby jego realizacji możliwych jest wiele dróg. Jednak bez poznawania świata i empirycznego poznawania ludzi, odpowiedź na pytanie o człowieka jest chyba nie możliwa.
I naprawdę, o wiele trudniej jest podjąć wyzwanie "poznawania świata" niż stać sie profesorem. Tym bardziej, że sama chęć poznania świata wypływa naogół ze świadomości jego wielkiej różnorodności - obranie drogi "naukowca" często wynika z bezmyslnego dryfowania.
---------------
W tym miejscu dotykamy niezwykle ważkiego problemu, który tylko zaznaczę: jakości polskiej kadry naukowej. w większości niestety, są to ludzie, którzy mają tą pracę, bo nie mają innej. równie dobrze mogli by uprawiać kowalstwo artystyczne. Nie zakładam z góry, że to źle. nie zakładam z góry że praca intelektualna powinna cieszyć sie większym prestiżem niż inne zajęcia, choć ciągle wierzę że idee zmieniają rzeczywistość bardzo często w szerokim wymiarze, a kształt bramy jeszcze takiego zasięgu oddziaływania nie ma. dlatego z pewnością należy przemyśleć rolę intelektualistów w naszym życiu, a później ich jakość i CO NAJMNIEJ mieć nasze profesorstwo na bacznej uwadze.
czwartek, 15 kwietnia 2010
żałoba narodowa zabije nam najlepszą młodzież
co ja widzę na ulicach warszawy? pijanych studentów germanistyki pokotem pokładających się po krawężnikach po spożyciu piwa. i pewnie nie tylko. bełkoczących cos od rzeczy. pijanych studentów uniwersytetu gdańskiego i paru innych uczelni gdzie ogłoszono żałobę i odwołano zajęcia do końca tygodnia. to bardzo dobrze, że nasza młodzież jeszcze umie sie bawić, bo czasami w to zaczynałem wątpić, ale ktoś tę elitę musi przecież zastąpić ;)
środa, 14 kwietnia 2010
Marks wierzył, że kapitalizm musi upasc pod ciężarem własnych sprzeczności, a wtedy wszyscy burżuje z radoscią dołączą sie do proletariatu, poprostu sie z nim zasymiluja. mieli chciać tego, widząc jakie wspaniałe życie wiodą robotnicy z resztą ludności w solidarnych, szczęśliwych społecznościach.
Dziwne, że tak inteligentny człowiek wierzył, że ludzie posiadający pieniadze i władze będą chcieli pozbyć sie dobrowolnie (na skutek teoretycznie zarysowanej "konieczności dziejowej") tylko po to by współtworzyć nowy ład. Wszak człowiek raczej nie jest skory do zmain, szczególnie kiedy mu życie w miarę odpowiada.
Nadzieja, że samoistnie nastąpi jakakolwiek zmiana, jest zawsze wyzsana z palca. trzeba ją albo sprowokować, albo liczyć na zewnętrzne czynniki, które mimochodem same do zmiany doprowadzą. człowiek, szczególnie wygodnicki (a i bogaty) nie chętnie będzie poddawał się wysiłkowi jakim jest właśnie zmiana.
Dziwne, że tak inteligentny człowiek wierzył, że ludzie posiadający pieniadze i władze będą chcieli pozbyć sie dobrowolnie (na skutek teoretycznie zarysowanej "konieczności dziejowej") tylko po to by współtworzyć nowy ład. Wszak człowiek raczej nie jest skory do zmain, szczególnie kiedy mu życie w miarę odpowiada.
Nadzieja, że samoistnie nastąpi jakakolwiek zmiana, jest zawsze wyzsana z palca. trzeba ją albo sprowokować, albo liczyć na zewnętrzne czynniki, które mimochodem same do zmiany doprowadzą. człowiek, szczególnie wygodnicki (a i bogaty) nie chętnie będzie poddawał się wysiłkowi jakim jest właśnie zmiana.
czwartek, 8 kwietnia 2010
Polskie elity wyzwolono-liberalne są obrośniete w kompleksy od stóp
do głów. Zarowno w kompleks Rosji-wielkiego wschodniego sasiada, jak
i Unii Europejskiej-niedosciglego wzorca do ktorego trzeba sie
czympredzej upodobnic. Dobre kontakty, a wrecz przyjazn polsko-
rosyjska jest rzeczą ważna i nalezy starac sie dzialac w taki sposob
by nasze bilateralne stosunki byly jak najlepsze. Dobre wspolistnienie
w gronie rodziny krajow europejskich jest nie mniej wazna, a decyzja
ta zostala podjeta juz w pierwszym tysiacleciu naszej ery gdy chrzest
Polska przyjela z Zachodu (albo przechzcila sie z obrzadku
wschodniego). Jestesmy czwscia Europy, chcemy tego i nie wiele moze
ten fakt zmienic. Jednak napastliwe, na sile wymuszane gesty
przyjazni, badz infantylne interpretowanie pewnych wydazen w sposob
batdziej optymistyczny niz by na to wskazywala racjonalnosc trzezwego
umyslu politycznego, nie zblizy nas ani do naszych ewentualnych
przyjaciol Rosjan, ani nie zapewni nam adekwatnego do naszych
oczekiwan miejsca w Unii. Dzisiejsza notka na pierwszej stronoe Gazety
Wyborczej autorstwa Adama Michnika jest przykladem infantylnej nadziei
nie popartej faktami. Michnik oglasza koniec "klamstwa katynskiego" i
wieszczy juz tylko zlote lata w kontaktach polsko-rosyjskich. Po
pierwsze jet to myslenie zyczeniowe, po nawet jesli oczekiwania
Redaktora co do postawy Rosjan wobec zbrodni katynskiej zostaly
spelnione, to jednak wielu Polakow wciąż czuje niedosyt i tak
przedstawionej skruchy nie uznają za wystarczajacą. Po drugie
wyraznie widac ze Moskwa ze swery gestow historycznych i
ideologicznych przenisla sie na dzialania geopolityczne i gospodarcze
- najlepszym na to przykladem jest rozpoczeta wlasnie budowa gazociagu
polnocnego. Ani Unia, ani Rosja nie uznały Polski za na tyle ważnego
partnera, by ekonomicznie nieplacalną i politycznie szkodliwa
inwestycje na dnie Baltyku zamienic na tansza i bespieczna dla Polski
a ponadto integrujacą Europe budowe londową.
Nalezy sie cieszyc z okazanych gestów i miec nadzieje na trwala
poprawę stosunków. W tym punkcie sie z Michnikiem zgadzam. Nie moge
natomiast przebolec slepoty huraoptymistycznej postawy, ktorej
konsekwencje, jak kazdej mylnej interpretacji faktow, moga byc
oplakane. Na polskiej arenie publicznej brakuje niestety wywazonych
komentarow, ktorzy cieszac sie z sukcesow nie zapominali by o mnogosci
problemow, ktore mimo wszystko zostają.
do głów. Zarowno w kompleks Rosji-wielkiego wschodniego sasiada, jak
i Unii Europejskiej-niedosciglego wzorca do ktorego trzeba sie
czympredzej upodobnic. Dobre kontakty, a wrecz przyjazn polsko-
rosyjska jest rzeczą ważna i nalezy starac sie dzialac w taki sposob
by nasze bilateralne stosunki byly jak najlepsze. Dobre wspolistnienie
w gronie rodziny krajow europejskich jest nie mniej wazna, a decyzja
ta zostala podjeta juz w pierwszym tysiacleciu naszej ery gdy chrzest
Polska przyjela z Zachodu (albo przechzcila sie z obrzadku
wschodniego). Jestesmy czwscia Europy, chcemy tego i nie wiele moze
ten fakt zmienic. Jednak napastliwe, na sile wymuszane gesty
przyjazni, badz infantylne interpretowanie pewnych wydazen w sposob
batdziej optymistyczny niz by na to wskazywala racjonalnosc trzezwego
umyslu politycznego, nie zblizy nas ani do naszych ewentualnych
przyjaciol Rosjan, ani nie zapewni nam adekwatnego do naszych
oczekiwan miejsca w Unii. Dzisiejsza notka na pierwszej stronoe Gazety
Wyborczej autorstwa Adama Michnika jest przykladem infantylnej nadziei
nie popartej faktami. Michnik oglasza koniec "klamstwa katynskiego" i
wieszczy juz tylko zlote lata w kontaktach polsko-rosyjskich. Po
pierwsze jet to myslenie zyczeniowe, po nawet jesli oczekiwania
Redaktora co do postawy Rosjan wobec zbrodni katynskiej zostaly
spelnione, to jednak wielu Polakow wciąż czuje niedosyt i tak
przedstawionej skruchy nie uznają za wystarczajacą. Po drugie
wyraznie widac ze Moskwa ze swery gestow historycznych i
ideologicznych przenisla sie na dzialania geopolityczne i gospodarcze
- najlepszym na to przykladem jest rozpoczeta wlasnie budowa gazociagu
polnocnego. Ani Unia, ani Rosja nie uznały Polski za na tyle ważnego
partnera, by ekonomicznie nieplacalną i politycznie szkodliwa
inwestycje na dnie Baltyku zamienic na tansza i bespieczna dla Polski
a ponadto integrujacą Europe budowe londową.
Nalezy sie cieszyc z okazanych gestów i miec nadzieje na trwala
poprawę stosunków. W tym punkcie sie z Michnikiem zgadzam. Nie moge
natomiast przebolec slepoty huraoptymistycznej postawy, ktorej
konsekwencje, jak kazdej mylnej interpretacji faktow, moga byc
oplakane. Na polskiej arenie publicznej brakuje niestety wywazonych
komentarow, ktorzy cieszac sie z sukcesow nie zapominali by o mnogosci
problemow, ktore mimo wszystko zostają.
Lukass
piątek, 12 marca 2010
Mamy europejskinroknwalki z ubóstwem. Mkze to sklonic nas do zadania sobie pytania: z czym my u licha mamy walczyc, po co, i dla czego tak sie na swiecie stalo ze z tym walczyc mamy?! Dlaczego w tak splywajacym roznorakimi dobrami swiecie-najbogatrzym jak ludzkosc kiedykolwiek sobie wypracowala, ktos chce nas przekonac bysmy zamiast z tego bogzctwa kozystac, zamiast cieszyc sie wolnoscia ktora z niego plynie zajmowali sie, oto lista: pijakami, biedakami i innym marginesem spolecznymw swojej okolicy, wielodzietnymi matkami, ktore nie potrafily sobie dac na wstrzymanie za mlodu, ich dzieciakami, rozwydrzonymi ale i bezczelnymi, i glodnymi, a najczesciej to bezczelnie glodnymi, cala biedota afrykanskiego swiata, owiele gorsza niz nasza z owiele wieksza liczba choróbsk-owiele bardziej odrażających, biedakami w krajach bogatych i w koncu tym wszystkim wszedzie gdzie tylko jest. dlaczego mamy nie moc spokojnie usiasc sobie na dzialce, na tarasie czy nawet na balkonie, delektujac sie wcale nie mala swoboda, tylko ktos nas stara sie przekonac, ze winniśmy ludzkości coś wiecej-przynajmniej naszą świadomośc i zainteresowanie, bo do czynnego działania nie tak latwo naklonic. Sa dwie przyczyny: pierwsza spoleczna, ktora na razie pomine, druga etyczno-merkantylistyczna, jezeli tak powiedziec mozna. Na tej sie po krotce skupie.
Zarowno opis jaj i ocena tego zjawiska jest niezwykle trudna. Dlatego, ze wszyscy zdajemy sobie sprawe z glodu i masy cierpienia na swiecie, ktore nie jest w zaden sposob porownywalne z tym cierpieniem, ktore niektorzy z nas w polsce doswiadczaja. Sklaniajac wiec do koncentracji na cierpieniu innych odmawiamy jednoczesnie wlasnej martyrologii, a to jest bardzo zle widziane. Nikt nie chce rezygnowac z wlasnego wizerunku. Jest to tak silna potrzeba ze odmawia czesto prawa rozumowi. Ale badźmy szczerzy i drastyczni: prawdziwe nieszczesie, glod, ubostwo, prawdziwe nieszczesie to nie u nas. U nas co najwyzej zarobki o 1000 za niskie, maz bije (od ktorego mozna odejsc-ale przeciez dzieci?! No tak, dzieci-te przezyja a nie z wypadajacym odbytem skonaja z glodu w piwnicy) i inne tam takie duperelele.
Zaborczosc, brak skromnosci w połaczeniu z brakiem trzezwej oceny sa mordercze i dla szczescia jednostkowego, i dla poczucia wolnosci, i w koncu dla poczucia czlowieczenstwa. Tylko samoswiadomosc obywatelskosci swiata moze uratowac czlowieczenstwo, nawet nie pieniadze
Zarowno opis jaj i ocena tego zjawiska jest niezwykle trudna. Dlatego, ze wszyscy zdajemy sobie sprawe z glodu i masy cierpienia na swiecie, ktore nie jest w zaden sposob porownywalne z tym cierpieniem, ktore niektorzy z nas w polsce doswiadczaja. Sklaniajac wiec do koncentracji na cierpieniu innych odmawiamy jednoczesnie wlasnej martyrologii, a to jest bardzo zle widziane. Nikt nie chce rezygnowac z wlasnego wizerunku. Jest to tak silna potrzeba ze odmawia czesto prawa rozumowi. Ale badźmy szczerzy i drastyczni: prawdziwe nieszczesie, glod, ubostwo, prawdziwe nieszczesie to nie u nas. U nas co najwyzej zarobki o 1000 za niskie, maz bije (od ktorego mozna odejsc-ale przeciez dzieci?! No tak, dzieci-te przezyja a nie z wypadajacym odbytem skonaja z glodu w piwnicy) i inne tam takie duperelele.
Zaborczosc, brak skromnosci w połaczeniu z brakiem trzezwej oceny sa mordercze i dla szczescia jednostkowego, i dla poczucia wolnosci, i w koncu dla poczucia czlowieczenstwa. Tylko samoswiadomosc obywatelskosci swiata moze uratowac czlowieczenstwo, nawet nie pieniadze
Subskrybuj:
Posty (Atom)

